Kacper Rudak – „Różni w potrzebach. Równi w prawach.”
Witam wszystkich serdecznie. Nazywam się Kacper. Jestem młodą dorosłą osobą ze spektrum autyzmu. Przez swoje krótkie życie przeszedłem tyle ciężkich sytuacji, że nadawałoby się to na potężną książkę. Całe lata żyłem w fałszywym przekonaniu, że muszę być taki jak inni, bo przecież nie mogę wypaść z tej rywalizacji. Moje życie szkolne to była walka o przetrwanie – borykałem się zarówno z brakiem akceptacji wśród rówieśników, jak i z niezrozumieniem przez część nauczycieli. W szkole zawsze znalazł się ktoś, kto mi dokuczał lub się ze mnie nabijał. Większość znajomych z mojej klasy postrzegała mnie jako problem, którego najlepiej byłoby się pozbyć. Miałem również olbrzymie trudności z nauką. Wielokrotnie nie rozumiałem sensu pytania i nie odpowiadałem dokładnie na temat, choć przy innej jego konstrukcji bez trudu udzieliłbym wyjaśnień. Powodowało to szereg frustracji i wielogodzinne ślęczenie nad lekcjami, które nie przynosiło zamierzonego efektu.
Nie wyjeżdżałem często na wycieczki szkolne, a jeśli już się to zdarzyło, czułem się na nich osamotniony. Dodatkowym stresem, wiążącym się z ogromnym lękiem, była myśl, że muszę spędzać noce wśród kolegów, którzy ze mnie szydzili. Dom był moją oazą spokoju i odreagowania. Nie doświadczałem namacalnej, fizycznej przemocy rówieśniczej. Po cichu przez wiele lat byłem odsuwany od decyzji klasowych, rozmów na przerwach, traktowany jak powietrze, ignorowany w mediach społecznościowych. Próbowałem startować w wyborach do samorządu klasowego, ale zawsze mnie pomijano. To z roku na rok kumulowało mój stres.
Szatnie i lekcje WF-u to był koszmar. Wstydziłem się przebierać, ponieważ koledzy mieli sylwetki słynnych sportowców, a ja nie akceptowałem swojego ciała. Ich zachowanie w szatni, poza okiem nauczyciela, było zupełnie inne niż na lekcjach. Nie rozumiałem tego i bałem się. To potęgowało moje poczucie bezradności. Do drużyny byłem wybierany jako ostatni, a gdy w moją stronę leciała piłka z dużą siłą oraz prędkością, nawet jej nie broniłem, bo bałem się potężnego bólu.
Przez cały okres szkolny nie miałem pojęcia, że istnieje coś takiego, jak własne potrzeby, bo o spektrum autyzmu wtedy się nie mówiło. Chciałem być taki jak reszta rówieśników. Problem w tym, że im bardziej próbowałem upodobnić się do reszty grupy, tym większe ponosiłem porażki w relacjach. Do dziś nie mam żadnego kontaktu ze znajomymi z okresu liceum, gimnazjum czy szkoły podstawowej, ponieważ nie chcę mieć z tamtym środowiskiem nic wspólnego. Odciąłem się i stwierdziłem, że skoro dawniej oni mnie ignorowali, to nie ma sensu na siłę do nich wracać. To mnie wciąż boli.
Od momentu, gdy skończyłem szkołę, minęło wiele lat i świadomość na temat spektrum autyzmu się zwiększyła, lecz nadal duża część osób neuroatypowych jest nielubiana i izolowana od reszty grupy. Tak traktowana młoda osoba nigdy nie będzie pewnym siebie dorosłym człowiekiem, który z podniesioną głową pokonuje wyzwania codzienności.
Zdarzają się jeszcze nauczyciele, którzy nie akceptują faktu, że uczeń w spektrum autyzmu ma inny styl uczenia się niż reszta klasy. Gdy prowadziłem zajęcia w jednej ze szkół, byłem świadkiem sytuacji, w której nauczycielka zabrała uczennicy rozwijającej się w spektrum autyzmu zeszyt z jej rysunkami. Oczywiście rysowanie było metodą uspokajania się, a nie lekceważeniem lekcji i nauczyciela. Dziecku zabrano w ten sposób możliwość autoregulacji. Reakcja dziewczynki była bardzo gwałtowna, słownie obraziła nauczycielkę. Sprawa trafiła do dyrekcji. Gdy wróciłem do tej szkoły po pół roku pani pedagog powiedziała, że uczennica zmieniła szkołę, a nauczycielka nie poniosła żadnych konsekwencji. I to jest niestety jeden z wielu przykładów, gdy osoba w spektrum traktowana jest jak „gorący ziemniak” – przerzuca się ją z jednego miejsca na drugie, zamiast spróbować zajrzeć głębiej w potrzeby i zrozumieć przyczyny zachowań.
Niestety w życiu obecnym także borykam się z brakiem akceptacji. Przebywając w nocy na jednym z dworców, zostałem brutalnie wylegitymowany przez sokistę. Stwierdzono, że „dziwnie się zachowuję” i wyglądam na osobę poszukiwaną. Ja tylko obserwowałem i próbowałem porozmawiać, jednak moje zachowanie odebrano jako niebezpieczne. Bardzo trudno było mi wytłumaczyć, że jestem osobą atypową i moje niektóre zachowania mogą wyglądać inaczej. Całe szczęście jedna z funkcjonariuszek to zrozumiała – w przeciwnym razie zostałbym zabrany na komisariat Policji i spędził noc „na dołku”. Dlaczego właśnie mnie próbowano zatrzymać? Przecież tam było wiele osób nietrzeźwych, bezdomnych, żebrzących, kieszonkowców. Bo moje zachowania nie wpisują się w schemat? Mam prawo być traktowany w sposób nieuwłaczający mojej godności.
Każda osoba ma prawo do godnego życia. Każdy z nas jest człowiekiem i zasługuje na szacunek, miłość oraz wsparcie. Chcemy sami o sobie decydować. To nie my – osoby w spektrum autyzmu – jesteśmy problemem dla ludzi, lecz jest nim brak świadomości społeczeństwa i system niedostosowany do osób neuroatypowych. Liczę, że prowadzone przeze mnie lekcje różnorodności i systematyczne zwiększanie świadomości przyczynią się do gigantycznego kroku ku poprawie komfortu psychicznego osób z autyzmem.




